Udana impreza w Huciskach

Opublikowano 20 września 2014, sobota o 18:21.

W dniu 13 września w „starej szkole” w Huciskach odbyła się uroczystość pożegnania lata 2014 roku. Bardzo udana impreza. Było dla każdego coś przyjemnego. Dla miłośników wycieczek górskich urządzono rajd  trasą od „Wilczyska” przy ulicy Harcerskiej do schroniska na Magurce, gdzie sprawdzono obecność i drużyny przeszły czarnym szlakiem pod Skałę Czarownic. Tu sympatyczny czarownik Józek Kruczek wygłosił płomienną mowę, przypominając historię tego miejsca. /patrz też: wrotabeskidow.pl/.  W tym czasie pomocnik czarownika Irek Bojdys rozpalił ognisko, na którym strudzeni wędrowcy upiekli kiełbaski. Rozległy się śpiewy i w wesołej atmosferze nastąpiło przejście do centrum, czyli odnowionej „starej szkoły”. Uczestników było około osiemnastu i myślimy, że będzie to początek grupy turystycznej Stowarzyszenia Kulturalnego „Wrót Beskidów” pod kierownictwem Mateusza Romaniaka. Najmłodszą uczestniczką rajdu była Maja Wandzel,  pięcioletnia dziewczynka, która całą trasę z „Wilczyska” na Magurkę i do „starej szkoły” przeszła na nogach. Brawo! Zuch dziewczyna. Z kolei najmłodszym uczestnikiem rajdu był Mateusz Romaniak junior. Chłopczyk ma niecałe dwa lata, ale trzymał się dzielnie i bez kapryszenia na plecach taty. Również brawo!!!  W „starej szkole” na uczestników imprezy, zarówno dorosłych, jak i dzieci czekały niesamowite atrakcje. Nadleciał samolot ze spadochroniarzami, którzy skakali do celu z wysokości ponad tysiąca metrów. Cel zaznaczony był białym krzyżem. Lotnicy wylądowali szczęśliwie i widowiskowo przy wielkim aplauzie dzieci i dorosłych. Skoczkowie przenieśli swoje spadochrony na scenę „starej szkoły”, a prowadzący wyjaśnił zasady bezpieczeństwa oraz zaprezentowano, jak składa się spadochron. Z wielkiej czaszy spadochronu spadochroniarze złożyli paczuszkę, którą włożyli do plecaka i byli gotowi do dalszych skoków. Pokazali również spadochron zapasowy oraz opowiedzieli kilka ciekawostek związanych ze skokami. Dalszą atrakcją dla młodzieży i dzieci była przejażdżka łagodnymi końmi pana Piotra Kani. Atrakcje konne dla dzieci trwały do samego wieczora i cieszyły się wielkim powodzeniem. Zauważyliśmy, że nawet dorosłe panie dosiadały tych rączych rumaków. Po spadochroniarzach „ sala” zamarła i zelektryzowała dzieci oraz młodzież, gdyż między nimi nieoczekiwanie pojawił się profesjonalny klaun z czerwonym nosem. Zabawiał dzieci  fantastycznie, zadawał zagadki, mówił dowcipne wierszyki i dzieci rozegrały szereg konkurencji sportowych z nagrodami. Na koniec zaproponował interesujące zabawy z dmuchanymi balonami. Było przeciąganie liny, skoki przez przeszkody – jednym słowem dzieciaki bawiły się super fajnie. Dzieci stwierdziły ,iż klaun zapewnił im fantastyczną zabawę.

W środku budynku szkoły obył się konkurs Dart /rzutki do tarczy/. Zwyciężył kol. Jan Maliczak, 2 Piotr Waliczek, 3 Dariusz Wandzel.

Po występie klauna sceną zawładnęła pani dr Agnieszka Rusin ze swoim zespołem pieśni i tańca „Ziemia Beskidzka”. Pani Agnieszka niedawno napisała i obroniła pracę doktorską, za co wójt gminy pan Mieczysław Rączka wręczył jej bardzo ładną wiązankę kwiatów, a prezes Stowarzyszenia „Wrota Beskidów” pan Władysław Wala wręczył jej „sowę”, symbol mądrości – wykonany przez artystę sztuki orygami panią Justynę Loranc. Pani Agnieszka jest jedną z najmłodszych osób, które napisały i obroniły pracę doktorską z zakresu ochrony środowiska. Zespól „Ziemia Beskidzka” ubrany był w kolorowe meszniańskie stroje. Wykonali je własnoręcznie członkowie zespołu, bądź ich rodzice. Widać, że zespół z Mesznej solidnie trenuje, a  ich układy taneczne są coraz lepsze i profesjonalne.  Indywidualne popisy chłopaków są wprost porywające i widowiskowe . Dobrze, skocznie i rytmicznie gra ich kapela. Występ kapeli się podobał,  wspomogła ją Oliwia Świerczek, super zapowiadająca się dziewczynka, którą muzycznie kształtuje pan Łukasz Golec. Jest to wielki talent muzyczny. Dała pokaz dobrej gry na skrzypcach. Spodobała się wszystkim uczestnikom. Po tych artystach na scenie wystąpił pan Janusz Mazur , uczestnik „Drogi do gwiazd” prowadzonej przez Zbigniewa Wodeckiego. Był to wspaniały koncert, pan Mazur ma opracowane dwa i pół tysiąca utworów muzycznych. Doskonale śpiewa i świetnie bawił uczestników zabawy. Tańczący, rozgrzewani przez Janusza Mazura bawili się wspaniale. Na „parkiecie” pojawiło się szereg utalentowanych tancerzy i tancerek, tak się rozbawili, że trudno było zakończyć zabawę. Niestety musiała się ona jednak skończyć o godzinie 22:00 (trochę przedłużono, za co przepraszamy).  Ale myślę, ze śpiew Janusza to zrekompensował. Na „parkiecie” co chwilę wznoszono entuzjastyczne okrzyki: „Tak się bawią, tak się bawią Huciska!”. Jakież było zdziwienie wznoszących okrzyki, kiedy do pana Józefa podeszła grupa tańczących z protestami – przecież oni są z Łodygowic, a też się bawią. Musiał więc zmienić tekst na: „Tak się bawią, tak się bawią i Łodygowice”. Napoje i konsumpcję serwowała „grupa Darka Wandzla” . Uczestnicy całej imprezy zachowywali się kulturalnie i inteligentnie, za co im serdecznie dziękujemy. Dziękujemy również członkom Stowarzyszenia „Wrota Beskidów”, szczególnie Markowi Maślance i Mateuszowi Romaniakowi, którzy tak mile i ochoczo obsługiwali imprezę. Dziękujemy również Pani Paulinie Rączka za pomoc finansową , Janowi Kowalskiemu  „Spółdzielnia  Bystrzanka” oraz Stanisławowi Piecuchowi za pomoc w organizacji imprezy.

Było to piękne pożegnanie lata. Na koniec zaśpiewano piosenkę „Żegnaj lato na rok” i wszyscy wesoło stwierdzili, iż taka impreza powinna odbyć się w przyszłym roku, a może i cyklicznie. Wyraźnie widać, że temu rejonowi  brakowało takiej imprezy. Oni umieją się bawić, dlatego Wrota Beskidów ich popierają. Postaramy się,  aby żegnać lato i w roku 2015 jeszcze okazalej.

Władysław Wala


Skała Czarownic

Opublikowano 9 września 2014, wtorek o 20:53.
Skała Czarownic

Od dawna z Bałkanów przez Węgry i Czechy na Żywiec, do Bielska prowadził szlak handlowy. Od Żywca do Bielska prowadziła droga zwana „cesarką”, którą głównie transportowano sól kamienną z wioski Sól. W Białej szlak rozwidlał się w stronę Austrii i Wiednia, a drugi w stronę Krakowa i Śląska. Cesarka biegła przez Łodygowice, Huciska i Wilkowice (nie tak jak w chwili obecnej ul. Żywiecką). Przy tym ruchliwym szlaku gromadziły się różnego rodzaju grupy zbójeckie, które okradały kupców i karawany handlowe. W roku 1709 przy „cesarce” zbójował zbójnik o nazwisku Wojciech Bulok ze Spytkowic. Nękał kupców i bogatszych chłopów, a pomagały mu w tym dwie starsze kobiety. Kobiety poruszały się po wiosce, leczyły ludzi, zwierzęta, znały się na ziołach i jak mówili o nich mieszkańcy, „odczarowywały krowy zaczarowane, co mało mleka miały”. Mieszkańcy Wilkowic i Hucisk nazywali je czarownicami. Według przekazów, czarownice miały tak duże oczy, że nimi „przeszywały ludzi”, a ludzie nie wytrzymywali ich wzroku. Wszyscy się ich bali, gdyż nie można było patrzeć w te oczy, biła z nich jakaś dziwna siła. Były to informatorki, można powiedzieć szpiedzy rozbójnika. Często się przebierały w dziwne stroje, a mieszkały razem ze zbójnikiem w lesie nad skałą w Huciskach, na tak zwanym „grzbiecie”.  Jest tam taka duża skała, którą później nazwano „skałą czarownic”, tam ukrywała się cała trójka. Po jakimś czasie sukcesów zbójników kupcy zorganizowali się w grupy i coraz trudniej było Bulokowi kogoś okraść. Bulok coraz częściej spoglądał na kościół i ukryte w nim bogactwa. W nocy w 1709 roku okradziono kościół św. Michała Archanioła w Wilkowicach, a rozboju dokonał właśnie ten rozbójnik o nazwisku Wojciech Bulok. Mieszkańców Wilkowic to rozłościło i postanowili rozprawić się ze złodziejem. Zaczęto oglądać i szperać, aby ująć bandytę. Przypadkowo mały chłopak z Wilkowic idąc na grzyby zauważył, że koło dużej skały stoi jakiś nieznany, zarośnięty mężczyzna i rozgląda się we wszystkie strony. Wrócił szybko do wioski, powiadomił wójta, a wójt błyskawicznie zawiadomił policjanta i gajowego, bo oni mieli broń. Wyżej wymienieni zebrali okolicznych chłopów, obstawili skałę i złapali drzemiącego zbójnika w jaskini. Odebrali mu dwa pistolety, bagnet wojskowy i zabrali go do wioski, a następnie zawieźli go na zamek do Żywca gdzie był sądzony. W tym czasie panie znachorki poszły kupić chleb i zauważyły, jak związanego kompana prowadziła policja i gajowy. Zapłaciły za chleb i szybko poszły do lasu. Przecież tam w lesie miały kosztowności i pieniądze zebrane przy zbójowaniu. Tak mówi legenda. Kosztowności i pieniądze mieli zakopane 30 metrów dalej od tej skały, pod pniami i wykrotem. Wydostały to wszystko i uciekły przez las na Bielsko. Z Bielska do Skoczowa, bo jedna stamtąd pochodziła i mieszkała u brata. Ucieczka się udała, ale ludzie z Wilkowic szukali znachorek, które przepadły jak duchy. Dlatego ludzie mówili, że to czarownice i zniknęły przy zastosowaniu swoich czarów. Od tego czasu to miejsce nazwano „skałą czarownic”. Nasze czarownice kupiły mały domek i gospodarstwo. Żyły w nim skromnie, długo, aż przyszła po nie śmierć. Choć żyły skromnie i biednie, to po ich śmierci w domu znaleziono jeszcze dużo kosztowności, ale te panie o przeszłość zbójecką nikt nie podejrzewał.

Bandytę zbója Wojciecha Buloka osądzono w Żywcu. Za napad na kościół i inne napady został srodze ukarany. Jak podaje Andrzej Komoniecki w dziele „Chronografia albo dziejopis żywiecki” na stronie 338: „Tegoż roku die 7 Octobris [7.X.] Wojciech Bulak z Spytkowic, Państwa Jordonowskiego, zbójca jawny, tu w Żywcu zginął. Któremu rękę prawą wśród rynku naprzód ucięto i na prędze przybito, a pod justycyją (szubienicą) dwa pasy z niego udarwszy, kołem połomano i w ono wpleciono.”. Od tego zdarzenia ludzie nazywali jaskinię, gdzie pojmano zbójnika, jaskinią zbójnicką. Wejście do jaskini zbójnickiej z biegiem czasu zostało zapomniane i zasypane gałęziami i drobnymi kamieniami. Jeszcze w 1890 roku ludzie opowiadali, że jeden żebrak szedł wieczorem do Wilkowic przez las, bo zabłądził. Zobaczył, że świeci się światło. Myślał, że to jakiś dom, w którym jeszcze ludzie nie śpią. Podszedł bliżej i zobaczył, że na skale pali się ognisko, a przy nim dwie stare kobiety oraz starszy chłop z długą brodą. Oni to jakieś stare zaklęcia wymawiali na tej skale. Jak zobaczył te okropne zjawy to tak uciekał, że jak przybył do karczmy, to nawet ludzie się jego wystraszonej twarzy bali, a on przysięgał, że widział te okropne zjawy na własne oczy. Dlatego też w dawnych czasach ludzie omijali to miejsce, a teraz już nikt nie pamięta nazwiska rozbójnika, a przecież może tam w okolicach skały czarownic można odkryć jaskinię. A może i pozostało tam jeszcze kilka nieodkrytych skarbów?

Przy pomocy fragmentów wspomnień kronikarza Jana Halamy oraz urywków cytowanego Andrzeja Komonieckiego opracował
Wala Władysław